mimo całego mojego sentymentu do tego miejsca, bo jakby nie patrzec - albo patrzec, spojrzcie sobie w archiwum, ile to juz lat, a w archiwum braknie chyba roku, roku czy poltora? bo w pewnym momencie stracilam ten adres [kiedys, kiedy po mylogowej przestrzeni chodzily dinozaury, nielogowanie sie przez dwa albo trzy miesiace konczylo sie utrata adresu oraz mozliwoscia przejecia go przez kogos]
wiec to jest kupa lat, ale wkurwia mnie że 1. zmienili edytor, ten htmlowy niby dziala niby nie 2. trzy razy dziennie mniej wiecej gowno sie zawiesza
poza tym ludzie mnie marudza.
dlatego:
http://dziewczyna-zlego-chlopca.blogspot.com/
paps.
[znaczy moze jak to sie ogarnie to wroce, ale ja nie wierze w cuda]
sapho
jest Praha, zupełnie niezimowa, w Praze jest nibywiosna i ostre lutowe słońce.
w Praze mi ze szczęścia i spacerów nogi odpadają od tyłka.
Praha mnie chce radosną i piękną i rozwiazłą.
Praha mnie chce szczęśliwą.
w "Pradze magicznej" pisza, że Praha nas chce omamic. a chuj! niech mami.
[i wybaczcie ze czesc z was znajdzie czesc tego na kartkach z pragi.]
[jestem strasznie nieszczesliwa odkad jest ten nowy edytor bo bardzo skutecznie zniecheca mnie on do pisania. na chuj sie czlowiek uczyl podstaw htmla zeby mu jebneli edytorek rodem z worda. ktory w dodatku robi wszystko to czego nie chce. i albo nie umiem albo nie da sie przelaczyc na stary!]
sapho
oświadczam, proszę bardzo, miejcie to sobie na piśmie, że zrobiłam coś czego nie powinnam, o ile w ogóle można nazwać 'zrobieniem' czynność tak nieświadomą czynność? proces?
cokolwiek. teraz już wiecie i róbcie sobie z tym co się wam podoba. ja idę spać i rano wsiadam w pociąg.
sapho
z dostawaniem i dawaniem jest tak,
że sama nie wiem, co daje więcej przyjemności.
ale przede wszystkim trzeba się umieć ładnie cieszyć.
sapho
-o jezusie i mario! - zakrzyknął mój Ciąg Alkoholowy, z radości podskoczył trzy razy i przebiegł kółeczkiem po pokoju.
Tota popatrzyła na niego i poszła się napić z choinki.
sapho
jeśli nie wiesz co robić - najeb się ze znajomymi.
najlepiej z tymi, którzy drą na ciebie mordę i ciukają cią palcami i potrząsają tobą i wrzeszczą
śmiać się, nie płakać!
i mówią - olej
i kupują ci whisky której nie umiesz pić
i wpychają papierosy do ust, i prowadzą pod ramię w stronę tramwaju
i wysyłają jeszcze potem smsy
śmiać się! nie płakać!
a ty nie masz siły już rzygać
mówisz
dziękuję
mówisz
ratujecie mi dupę, cipę i głowę
o ja pierdolę, kocham Was!
sapho
to straszne ułatwianie sobie życia, ale
najlepiej zasypia się lekko wstawionym i na melatoninie
i wtedy
ten cały nieporządek, który sobie krąży gdzieś na brzegach mojej głowy - krąży tam sobie dalej
i nic nie przeszkadza w zasypaniu.
rano świat jest trochę za miękki, trochę rozmyty, przyjemnie nierzeczywisty.
to straszne ułatwianie sobie życia, ale co z tego, jeśli sny zostają takie same.
sapho
- wiesz, że jestem absolutnie najszczęśliwszą osobą na świecie?
- nie wiem, a co się stało? w znaczeniu wiem, że Ty miewasz takie dni.
- więc właśnie jest taki dzień
taki dzien co bierze się absolutnie z niczego, w którym absolutnie nic mnie nie rusza, możesz powiedzieć mi wszystko, a ja będę się co najwyzej śmiać.
na zewnatrz jest piekny śnieg, na zewnatrz jest fantastyczne słońce
chodźmy pobiegać po lesie
sapho
czasami zdarza mi się być prostym człowiekiem. rano, z kubkiem herbaty. z kotą na kolanach a potem ładującą sie na laptop i polującą na moją nogę. z maksymalnie słodko-sentymentalną muzykę w tle, już od rana, jeszcze nie wyszłam z łóżka a już nuciłam.
z absolutną pustką w głowie.
kota gryzie mi nadgarstek, wszystko jest jak z tych pastelowych obrazków z zupy, wczorajszy wieczór wraca tylko przebłyskami, te litry sangrii, to kamikaze kolejne i kolejne, mówię monik, jesteśmy takie stare! a ona, że za rok znowu obchodzi dwudziestkę i nieważne, że obie mamy ją za sobą, daleko.
wszystko jest jak z tych durnych pastelowych obrazków z pięknymi chudymi dziewczynami i uśmiecham się patrząc na zdjęcie wczorajszego poranka na tarasie syna.
właśnie takie, a The Murmurs dalej grają...
She's kinda freaky
She's kinda weird
She's kinda freaky
But I don't know
I think she's a genius
[i myślę, że nawet gdy jest to słodko-rzygo-obleśne to żyję dla tych poranków.]
sapho
czasami jestem typową kobietą z nadmiarem pieniędzy, w dodatku nieswoich. czasami mówię mamo, idziemy na zakupy. nie, nie wiem co chcę kupić, idziemy..
w wydawaniu cudzych pieniędzy jestem mistrzem, bogatsza o sukienkę, trzy tiszerty i koszulę i pół godziny szczęścia przy kupowaniu.
to niewiele zmienia, matka mówi, że nie potrafi zrozumieć tego co do niej mówię, przez chwilę znów myślę o "Samotnych" i piszę do syna, żeby poszedł ze mną jutro na wódkę.
ostatecznie wszystko zostaje w rodzinie.
sapho
to są te niby wiosenne poranki w styczniu
i popiół w herbacie.
sapho
na te wszystkie pytania nie ma odpowiedzi, moja droga, bo to są pytania zupełnie nie do tego. te wszystkie pytania zakładają jakąś celowość, jakieś przemyślenie prawie każdego ruchu.
czy naprawdę myślisz, że pytam 'dlaczego...' ?
kiedyś pytałam, a potem świat razem z panem vonnegutem dali mi odpowiedź.
Zdarza się.
czasem tylko pytam 'jak..' gdy brakuje mi kawałków opowieści.
patrzę na ciało, ale tak nie za bardzo i tylko przez chwilę. słabo widzę przecież. to zupełnie coś innego decyduje o tym co się za chwilę stanie. jakieś gesty, jakieś słowa, zapachy i przywidzenia, rzeczy w głowie.
jak długo próbujesz znaleźć tu sens, nadać go, tak długo widzisz jakiś tragiczny niezrozumiały bałagan.
rzeczy się zdarzają. ludzie się zdarzają.
widziałaś kiedyś muchę latającą po pokoju?
[myślę o 'Samotnych'. tak właśnie jest, tak nam się przydarza nasze życie. kto ma racje, my którzy się zdarzamy i zderzamy, czy matka Hanki krzycząca, że my tym życiem nie żyjemy?]
[siedzę i słucham soundtracku z 'Samotnych'. tak mamo, przydarzam się i wszyscy do okoła się przydarzają, i żadne w tym znameni, żaden znak. po prostu... szukamy tak długo aż znajdziemy kogoś kto już nie będzie szukał nikogo innego... ]
sapho
skoro sny i rzeczywistość w większości wydają mi się tak samo realne, może powinnam olać te codzienne poranne rozdzielania jednego od drugiego, przestać się przejmować mieszaniem się wspomnień i sobie żyć.
w końcu dalej istnieją plemiona, które uznają, że to dwie pełnoprawne rzeczywistości. są przecież i takie dla których ta wyśniona jest prawdziwsza. jakby tak olać cywilizację i wrócić do takiego życia, do takiego wszystko jest jedno.
może cywilizacja mnie nie zamknie w odosobnieniu, może nie będzie mi próbować wmówić, że nie jest po mojemu...
[bo jestem dzieckiem albo plemieniem pierwotnym, sama nie wiem]
sapho
[ranki]
wtorek, 4.stycznia.2011, 10:56
w styczniowych porankach bywa coś z tych kwietniowych, wczesnowiosennych, jak letnia woda w jeziorze. dziś to może zaćmienie, może stąd ten spokój duszy nawet przy złych wieściach po przebudzeniu.
powietrze jest rozmazane, ma barwę taką samą jak niebo, siedzę nad poranną herbatą.
nie myślę.
czuję.
sapho